wtorek, 20 marca 2018

Kochać i być kochanym ♥

Dziś był 22 grudzień. Co się z tym wiąże za dwa dni były święta Bożego Narodzenia, uwielbiałem te święta. Jest to czas gdy możemy cieszyć się z narodzin Pana Jezusa. Wszystkie jest takie piękne. Mimo tego, że kilka tygodni temu w moim życiu stała się tragedia, ten dzień Bożego Narodzenia postanowiłem spędzić radośnie ale sam. Nie zamierzałem spędzić tego dnia z kimś z rodziny lub znajomych, wolałem spędzić go w samotności. Dzisiaj w moim miejscu pracy miała odbyć się mała Wigilia. Postanowiłem na nią pójść. Około 17 zacząłem się szykować. Ubrałem błękitną koszule i ciemne jeansy. O 18:45 byłem na miejscu. Była tam już Maryla, Kinga i Nikola z Kacprem. Podszedłem na małżeństwa i mojej chrześniaczki. Mała rosła jak na drożdżach.
-Hej wam- uśmiech wszedł na moją buzię.
-Hej
-Jest i moja perełka- wziąłem na ręce Zuzię. Mała sie szeroko uśmiechnęła. Była taka cudowna. Też marzy mi się taka córeczka, ale jak na razie chyba się jej nie doczekam. Po chwili podeszła do nas Maryla.
-Hejka wam
-Hej
Maryla była z kolei chrzestną Zuzi. Pogadaliśmy  chwilkę i rozpoczęła się Wigilia. Najpierw podzieliliśmy się opłatkiem a następnie rozpoczęła się Wigilia. Po godzinie postanowiłem się przewietrzyć. Założyłem swój płaszcz i wyszedłem przed biuro. Na dworze był piękny, biały śnieg, aż miło było patrzeć. Usiadłam na jednej z ławek, byłem pogrążony w swoich myślach. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że to wszystko się tak skończyło. Tak naprawdę brakuje mi tego wszystkiego co było wcześniej. Wiem, że czasu już nie cofnę...bardzo bym chciał ale się nie da. Moje rozmyślania przerwał delikatny głosik.
- Wesołych Świat
-Nawzajem
- Co ty tu tak sam siedzisz?
- Myślę...- posłałem jej uśmiech
-Wojtuś...mów co jest grane
- Nic a co ma być
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Znam cię na tyle dobrze, że wiem że coś jest grane
-To nie twoja sprawa- odwróciłem głowę.
-Wojtek...- Maryla odwróciła moją głowę w jej stronę i złapała za rękę - To chodzi o twoich rodziców?
 Nic nie powiedziałem, nie byłem w stanie. Moje oczy w mig wypełniły się łzami. Nie mogłem tego dłużej dusić w sobie, a Maryla była jedyną osobą której najbardziej ufałem.
-Brakuje mi ich- Maryla najpierw spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach a potem mnie przytuliła. Właśnie za to ją lubię, potrafi pomóc w potrzebie. Tylko jej potrafiłem  o tym powiedzieć.
- Wojtuś...masz mnie. Nie zostawię cię samego.
- Dziękuję.
Siedzieliśmy przytuleni do sobie, sam nie wiem ile. Przy Maryli wszystko stawało się takie proste. Była wspaniałą przyjaciółką i osobą.
- Maryla, dziękuję ci za wszystko ale będę już szedł. Chcę jeszcze zajść na cmentarz.
- Poczekaj, pójdę z tobą.
- Nie musisz
- Ale chcę
- No dobrze.
Ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę cmentarza, dużo rozmawialiśmy. Nim się obejrzeliśmy byliśmy na cmentarzu. Udaliśmy się do grobu gdzie był napis "Katarzyna, Piotr Nowak". A niżej napis "zgnieli śmiercią tragiczną". Po moich policzkach spłynęły łzy, tak bardzo mi ich brakuje. Maryla szybko to zauważyła i mnie przytuliła potem poszliśmy jeszcze na grób mamy Maryli i udaliśmy się do domu Maryli, bo jak to ona uważa, nie powinienem być teraz sam. Maryla była wspaniałą przyjaciółką, od kąt ją znam była zawsze przy mnie w tych trudnych chwilach. Trudno znaleźć na świecie drugą taką osobę. Gdy już byliśmy w jej mieszkaniu podszedłem do okna i za patrzyłem się w dal. Jedna sytuacja która zmieniła moje życie. Tak naprawdę to tylko dzięki Maryli nie popadłem w depresję i jakoś się trzymam.
- Wojtek - usłyszałem ten cichutki głosik - Idź się połóż, jesteś zmęczony.- masowała delikatnie moje plecy.
- Nie, nie chce.
- Wojtek musisz
- Maryla bardzo ci dziękuję za taką troskę ale ja naprawdę nie chce spać.
- Chodź- pociągnęła mnie za rękę i usiedliśmy na kanapie w salonie. Maryla położyła głowę na moim ramieniu, objąłem ją ramieniem. Siedzielismy już...sam nie wiem ile. Przy ten wspaniałej osóbce nic się nie liczyło. Sam nie wiem kiedy usunąłem. Obudziłem się około 7 rano. Maryli nie było obok, krzątała się po kuchni. Za chwilę zobaczyłem jak zmierza w moją stronę z talerzem kanapek i dwoma kubkami kawy.
-Dzień dobry- musneła mój policzek - Jak się spało?
-Cześć, bardzo dobrze - uśmiechnęła się do mnie, odwzajemniłem to.
- Wojtuś...
- Tak?
- Miło zobaczyć uśmiech na twojej twarzy
Zbliżyłem się do niej i szepnąłem na jej ucho
- Na twojej również
Znów ukazała ten uroczy uśmiech.
Podczas śniadania dużo rozmawialiśmy, jednak postanowiłem pójść już do domu.
- Maryla, było bardzo miło ale ja już pójdę
Zamierzałem w stronę drzwi, założyłem już płaszcz gdy podszedła do mnie Maryla.
- Proszę, zostań jeszcze
-Nie będę ci przeszkadzać, musisz jeszcze się przygotować do świąt.
- Proszę- zrobiła smutną minke.
- A dostanę coś za to ?- zapytałem żartobliwie
Maryla podeszła do mnie bliżej, spojrzała w oczy, zarzuciła ręce na kark i pocałowała w usta. Bardzo, ale to bardzo mnie to zaskoczyło. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Co to miało znaczyć?
- Dowód na to, że cię kocham
Ta informacja mnie bardzo zszokowała. Po chwili ciepło się uśmiechnąłem
- Ja ciebie też kocham
Tak o to zostaliśmy parą. Długoletnia przyjaźń w końcu musiała przerodzić się w miłość.
Dziś mija kolejny rok gdy jest przy mnie ta wspaniała osoba. Dzięki Maryli zacząłem sie uśmiechać. Byliśmy już dwa lata po ślubie. Mamy córeczkę Madzie, która niedługo będzie miała roczek. Spodziewamy się kolejnego dziecka, wiemy że będzie to chłopiec i chcemy mu dać na imię Piotruś, po moim ojcu. Dziś jest Wiligia, te wspaniałe święta. Wszystko jest takie śliczne. Jestem najszczęśliwszy na świecie. Mam moje dwa największe skarby. Mam wszystko.



wtorek, 6 marca 2018

Wszystkiego Najlepszego ♡

Dwoje osób tak sobie ważnych, a jednak całkiem obcych poważnie się pokłóciło. Co się wydarzyło?? Wiedzą tylko oni.
- Pieprzony dupek. - krzyknęła.
- Szmata! - wrzasnął.
- No słucham powiedz co o mnie myślisz, będziesz miał na tyle odwagi?! - zapytała wyzywająco.
- Myślę, że jesteś brzydką, grubą i zapatrzoną w siebie egoistką, która czerpie przyjemność z ranienia innych. Wykorzystujesz każdego!
Zapadła cisza, można było usłyszeć jak łza dziewczyny uderza o podłogę.
- Twoja kolej! - ponownie krzyknął.
- Myślę, że jesteś najwspanialszą osobą na świecie... Przynajmniej w moim świecie. - wyszeptała.
Odwróciła się i odeszła zostawiając swój świat za sobą.
Jak najszybciej poszła pakować walizki. Nie chciała go znać po tym co jej powiedzieć. Człowiek, którego znała doskonale zmienił się nie do poznania. Łzy płynęły jej żwawo.
Gdy spakowała walizkę, weszła do przedpokoju, spojrzała na niego. Stał koło sofy ciągle na nią patrząc. W jego spojrzeniu zauważyła coś, co trudno było nazwać. To chyba było...zagubienie. Tak!  Na pewno zagubienie, ale jak po tym wszystkim co jej powiedział można być zagubionym!?
Odwróciła się napięcie. Już miała złapać za klamkę, gdy jednak ostatni raz chciała z nim pogadać. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
- Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. - podeszła do niego bardzo blisko. Tak, że czuł jej oddech na sobie. - Po co?  Po co to wszystko? Ta fałszywa nadzieja, obietnice, miłe słówka... No k*rwa po co?!  Chciałeś mnie zniszczyć do końca? Wiesz co...chyba ci się udało. - najszybciej jak mogła udała się do swojego domu. Nie chciała już znać go. Jego życia. Chciała o nim zapomnieć. Nie jest w stanie wybaczyć mu tego co zrobił.
W pewnym momencie nawet zatęskniła za tym wszystkim...

*Wspomnienia*
Siedziałam w biurze, kończąc wypisywać raporty. Miałam dość tego dnia. Marzyłam aby pójść do domu i wtulić się w blondyna, nic innego się nie liczyło. Nawet nie zauważyłam kiedy do pomieszczenia ktoś wszedł. Poczułam dopiero jego cudowne dłonie na moich plecach. Nic nie musiałam mówić. Wiedział, że jestem zmęczona i masaż mi pomoże. - Moja księżniczka za dużo pracuje. - mówił czule.
- Oj tam,  pracuje tak jak zawsze. - zaprzeczyłam. Wiedziałam, że będzie się droczyć. Uwielbiałam to.
- No to powiedz słońce kiedy ostatnio gdzieś razem wyszliśmy. - no i właśnie w tym momencie mnie znokautował. Nie powiedziałam nic tylko uśmiechnęłam się do niego czule i niewinnie. On rzekł.
- Nie rób takich maślanych oczek. Wiesz, że mam do nich słabość.
- Właśnie dlatego to robię. - uśmiechnęłam się szeroko i skradłam mu całusa. Chyba dla niego to było za mało. Złapał delitanie moje policzki i baaardzo namiętnie i długo pocałował.
- Zabieram cie już do domu słoneczko...

* Teraźniejszością *
Mimowolnie uśmiechnęła się przypominając sobie tego wspaniałego...mimo tego co jej zrobił, kochała go tak samo. Tylko nie może już z nim dalej żyć. To dla niej za trudno. Zależy jej ale już nie walczy, dlaczego? Bo już dawno przegrała tą walkę. Zmęczona, całym dniem usnęła na kanapie.


-Ola wybacz mi. Zrobiłem wielki błąd krzywdząc cię. Nie tak miało być...kocham cię. - spojrzał na nią, a ona?  Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Te spojrzenie..przypominało jej tak wiele wspaniałych wspomnień. Kochała go ale czy będzie potrafiła z nim żyć?
- Wybaczam ci. Kocham cię. - uśmiechnęła się czule do niego. Miało dojść do pocałunku gdy nagle...dziewczyna otworzyła oczy. Było jej bardzo smutno, że to był tylko sen. Spojrzała na zegarek, 4:50 w nocy. Nie zaśnie już. Poszła do kuchni, rozmyślała jak teraz będzie wyglądać ich praca. Pewne jest to, że na pewno nie będzie z nim sam na sam. Czuła by się nie swojo. Może uda im się odbudować relacje, te jeszcze sprzed ich związku. Bardzo jej na tym zależy. Ma stracić go tylko dlatego, że popełnił błąd?! O nie, nie, nie!!
Niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi " Co za debil o tej godzinie przychodzi w odwiedziny " pomyślała i poszła otworzyć. Zobaczyła kogoś z kwiatami. Po odsunięciu kwiatów zobaczyła jego...nie! To nie jest dobry moment aby on tu był. Ona dobrze wie jak to się skończy.
- Czego chcesz? - syknęła.
- Porozmawiać, na spokojnie. Wtedy targały mną emocje. Powiedziałem coś co nie powinien nigdy mówić.
- Jasne, jak zawsze musisz zwalać wszystko na coś.
- Możemy pogadać? - spytał z nadzieją w głosie.
- No wejdź- przesunęła sie, robiąc mu miejsce.
- No to słucham.
- Ja...nie będę się głupio tłumaczył, bo wiem, że to wszystko to moja wina. Ale...- złapał jej dłoń. O dziwo dziewczyna nie zabrała ręki tylko spojrzała mu w oczy. - ale zależy mi na tobie. Jeśli miałbym czekać nawet całe życie, to nie poddam się bo kocham cię. Nie można zrezygnować tak nagle z miłości twojego życia.


"Zatrzymaj się na chwilę, nad tym co w sercu kryjesz. Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl po co żyjesz?"


- Emm...ja nie jestem chyba jeszcze gotowa na to żeby ci wybaczyć. - podeszła do okna. Zawsze tak robiła gdy było jej smutno.
- Nie szkodzi, poczekam ile będzie trzeba.
- Nie, ty nie rozumiesz. To co mi zrobiłeś jest nie do wybaczenia - jej głos stał się pewny siebie. - Nie da się od tak o tym zapomnieć i żyć jakby nic się nie wydarzyło. Nie wybaczę ci. Chce aby nasze relacje były jak te jeszcze sprzed naszego związku- usiadła na przeciwko niego i spojrzała w jego błękit oczu.
- Jesteś tego pewna? - spytał, gdy już stracił nadzieję na wszystko.
- Nie jestem pewna. Ja po prostu nie umiem ci tego wybaczyć. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy zaczniemy od nowa ale to nie jest chyba dobry moment. Nie gniewaj się.
- Spoko, rozumiem cie. Zasłużyłem na to i nie tylko...lepiej już pójdę. Udanego życia... - odszedł ze spuszczoną głową. Czy ona tego chciała? Nie. Ale nie umiała mu na razie tego wybaczyć.

* W tym samym czasie u Piotrka*
Chłopak po rozmowie z dziewczyną kompletnie się załamał. Chciał o tym wszystkim zapomnieć. Nie czuć bólu. Wszedł do domu tylko na chwilę. Na stole zostawił coś, następnie wziął kluczyki i kask. Wsiadł na motor. Był to jego przyjaciel, który go nigdy nie opuści. Który zawsze go posłucha. Ruszył przed siebie.

" wznoszę ręce do góry krzycząc do ciebie Boże. Zabierz wszystkich do ciebie co giną na motorze.
Niech niebieskich autostrad nie braknie tam u góry. Kochamy naszą pasję chodź, ciągle giną tłumy. " 


* Kilka godzin później, 8:30*
Ola wzięła sobie wolne na dziś. Nie czuła się najlepiej. Bolał ją brzuch i było jej nie dobrze. Jednak to nie był jej problem. Od kilku godzin próbuję skontaktować się z Piotrem, jednak na marne. Czuła, że to co mu powiedziała było za ostre. Owszem, on powiedział też coś co nie powinien ale teraz to nie miało znaczenia.
Postanowiła pojechać do niego i z nim jeszcze raz porozmawiać.

20 minut później Ola była już pod drzwiami Piotra. Pukała i dzwoniła dobre kilka minut jednak bez skutku. To nie możliwe, żeby był w pracy bo ma urlop. Przypomniała sobie, że powinna gdzieś mieć klucze od jego mieszkania. Po znalezieniu kluczy i otworzeniu drzwi, weszła do środka.
- Piotr! - krzyknęła ale nikt jej nie odpowiedział. Przeszukała cały dom ale nie znalazła jego. Załamana usiadła przy stole w kuchni. Dopiero po chwili zauważyła białą kopertę z jej imieniem i nazwiskiem. Zaciekawiona zaczęła czytać.
"Olu, moja najdroższa! 
Być może są to ostatnie moja słowa skierowane do ciebie. Chciałaś żebym zniknął z twojego życia. Zrobię to. Chciałem ci tylko przekazać kilka słów. Byłaś, jesteś i będziesz dla mnie wszystkim. Kochałem cię ponad wszystko. Przepraszam cię z całego serca za tą zdradę i za te słowa, które skierowałem do ciebie. Żałuję, że to się wydarzyło. Cóż, może teraz będziesz szczęśliwa z kimś innym. Nasze drogi się rozeszły. Obiecuję ci, że mnie już nie spotkasz na swojej drodze. Mówią, że prawdziwa miłość jest jedna..ty nią byłaś. Niby nie wolno poddać się bez walki ale ja właśnie to robię. 
Nie szukaj mnie i nie dzwoń do mnie, nie znajdziesz mnie i nie usłyszysz mojego głosu przez telefon. 
To chyba tyle. 
Piotr"

Dziewczyna po przeczytaniu listu rozpłakała się. Nie wiedziała co teraz robić. Czuła, że straciła szanse na swoje jedyne szczęście. W pewnej chwili do głowy przyszedł jej jeszcze jeden pomysł. Szybko pobiegła do przedpokoju i otworzyła szafę, która tam stała. Zniknęła z tamtą pewna rzecz. Aby mieć pewność poszła jeszcze zajrzeć do szafki. Jej obawy się potwierdziły. Opadła na ziemię i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Pamięta jak powiedział jej, że używa motoru tylko w jednym przypadku. To właśnie był ten przypadek.
Podniosła się z ziemi i poszła do jego sypialni. Usiadła na łóżku i wzięła do ręki zdjęcie jej i jego, które stało na szafce nocnej. Wpatrywała się w to zdjęcie kilka, długich minut. Zrozumiała, że to co zrobił, zrobił to dla niej. Ona nie chce przyjąć do wiadomości, że go tu nie ma.
Po chwili przyszła jej wiadomość. Odczytała.
" Przyjdź do szpitala na Borowieckiej! Szybko!  Krzysiek"
Ola jak najprędzej wybiegła z jego domu i udała się do szpitala. Całą drogę zastanowiła się o co może chodzić. A jeśli on...jak sobie poradzi?!
Po niecałych 10 minutach była na miejscu. Od razu po przekroczeniu progu szpitala ujrzała Krzyśka. Ten do niej podszedł.
- Wszystko okej? - spytała, widząc, że z jej kolegą nie jest najlepiej.
- Usiądź, muszę ci coś powiedzieć. - usiedli na krzesełkach i odezwał się Krzysiek.
- Ja wiem, że to już nie twoja sprawa ale ja uważam, że powinnaś wiedzieć.
- Wiedzieć co?
- Piotr...- jego głos się urwał.
- Co z nim? - dziewczyna bardzo się przejęła.
- On miał wypadek na motorze.
- Żyje??
- Właśnie go ratują. Powiedział mi tylko, że mam ci przekazać, że cię bardzo kocha a potem...

Ola wybiegła ze szpitala. Bardzo się bała...bała się, że go straci. To co mu powiedziała...ona tego nie chce. Chciała, chce żeby było jak dawniej...
*Wspomnienia *
Szłam korytarzem komendy. Był to bardzo męczący dzień. Cóż, może Piotrek ma rację, że za dużo pracuje? Miałam na sobie krwisto czerwoną sukienkę. Nagle poczułam jego dłoń na sobie. Zaciągnął mnie do swojego gabinetu. Usiadł na krześle a mnie posadził sobie na kolana.
- Piotrek, przestań. Jesteśmy w pracy.
- No i co z tego.
- Należy...- nie dokończyłam.
- Tak wiem. Należy oddzielać życie prywatne od zawodowego. Co ja mogę poradzić na to, że nie mogę bez ciebie wytrzymać.
- Ja też bardzo za tobą tęsknie w pracy ale jakby nas ktoś zobaczył.
- Nie zobaczy. - pocałował mnie namiętnie.
- Zwariowałeś.- rzekłam i wstałam z jego kolan. On jednak znów mnie na nie posadził.
- Tak, zwariowałem ale na twoim punkcie. - chciał mnie znów pocałować, jednak ja odchyliłam głowę.
- Puść mnie. Mamy jeszcze cały wieczór. Ja już idę, później się zobaczymy. Pa kochanie. - musnąłam jego policzek. Jednak blondyn dalej mnie nie puścił.
- Piotrek, puść mnie.
- Nie, jesteś moja. Nie puszczę cię.
- Wariat.
- Przez ciebie taki jestem moja księżniczko.
- Nie jestem...
- Jesteś, jesteś. Wątpię, że gdzieś tam jest jeszcze taka wspaniała i kochana osoba jak ty.
- To pozwól, że teraz twoja "księżniczka" - zrobiła cudzysłów w powietrzu - pójdzie do domu.
- Nie ma mowy, jadę z tobą.
- Ale ty masz pracę. - Piotrek spojrzał na zegarek.
- Właśnie skończyłem. Ja idę się przebrać a ty tu zaczekaj. - dał jej całusa i wyszedł...


* Rzeczywistość*
Nie, nie może go stracić. Kocha go. Kocha go cholernie mocno. Nie wyobraża sobie życia bez niego. On musi żyć... Zrobi wszystko aby było jak dawniej. To prawda, była na niego strasznie zła ale pomimo tego bardzo go kocha i zrozumiała, że życie bez niego nie ma sensu.
Otarła zły i weszła do szpitala. W końcu nie może się poddać. Musi walczyć dla niego.
Poszła pod jego salę. Ujrzała go takiego bladego. Było do niego podłączone mnóstwo kabelków. Weszła do niego na sale chociaż wiedziała, że nie powinna. Usiadła na krześle obok niego i złapała go za dłoń. Ciarki jej przeszły.
- Kochanie, słoneczko, skarbie kocham cię, nie zostawiaj mnie samej. Jesteś potrzebny. Ja...przepraszam cię za to, że cię tak tamtej nocy potraktowałam. Zrozumiałam, że moje życie bez ciebie nie ma sensu. Wiem, że mnie słyszał. Walcz, proszę cię, walcz. Ja i wszyscy cię potrzebują... Kocham cię bardzo mocno słonko. - odeszła od niego. Miała szczęście, że lekarz jej nie widział. Usiadła na jednym z krzeseł. Nagle podszedł do niej Krzysiek. Położył jej dłoń na ramieniu i patrzył na nią smutnym wzrokiem.
- To moja wina. - szepnęła.
- Ola, co ty mówisz. To wina tego gościa co w niego wjechał. Ty nie byłaś niczemu winna. - objął ją ramieniem. Nie miał pojęcia co się wtedy między nimi wydarzyło.
- Właśnie, że moja!  Gdybym tak go wtedy nie potraktowała by nie wsiadł na ten cholerny motor! - schowała twarz w dłoń. Krzysiek nie wiedział co powiedzieć.
- Najważniejsze jest teraz to aby z tego wyszedł. - były to jedyny słowa adekwatne do sytuacji. Nie mógł jej obiecać, że wszystko będzie dobrze bo nie wiedział czy będzie.
Gdy tak rozmawiali, zobaczyli, że kilka pielęgniarek i lekarz wbiegają do sali Piotrka. Ola zaczęła jeszcze bardziej płakać. On musi żyć. Krzysiek ją przytulił. Po kilkunastu minutach lekarz wyszedł do Oli i Krzyśka.
- Doktorze, co z nim? - jako pierwsza odezwała się Ola.
- Pan Piotr się obudził. Jego stan jest stabilny. Myślę że za mniej więcej tydzień powinien wrócić do domu.
- Czy coś zagraża jego życiu?
- Nie. Aa bo bym zapomniał. Pan Piotr cały czas powtarza imię " Ola", jak mniemam to pani, także proszę do niego wejść. - powiedział odchodząc i uśmiechnął się do niej.
- Dziękuję. - dziewczyna uradowana wybiegła na jego salę. Przytuliła się mocno do niego.
- Udusisz mnie. - zażartował słabym ale wesołym głosem.
- Przepraszam. - odsunęła się od niego.
- Olcia, ja chciałem cię...- dziewczyna mu przerwała, kładąc palec na jego ustach.
- Cii nic nie mów skarbie. Musisz odpocząć. - pogłaskała jego policzek.
- Ale Ola...
- Wybaczam ci. Kocham cię bardzo mocno słonko. - pocałowała go namiętnie w usta.
- Ja ciebie też kocham skarbie.
Młodzi byli naprawdę bardzo szczęśliwi. Teraz mogłoby już być tylko lepiej.


To dla ciebie robaczku. Wszystkiego najlepszego ❤❤❤

niedziela, 4 marca 2018

Minaturka dla Oli ♡ 3




* Kilka godzin później *
Na zegarze dochodziła godzina 23, gdy  na sale Oli wbiegli lekarze, budząc przy tym mamę Oli i jej brata.
- Panie doktorze, co się dzieje? - spytała przerażona mam Oli, lecz lekarz nic nie powiedział tylko wybiegł na sale i zamknął drzwi.
- Mamo co się dzieje? - spytał Miłosz, nie widząc co się w okół niego dzieje.
- Nie wiem, synku. - szepnęła i przytuliła chłopca. Z jej oczu kapały łzy. Tak bardzo się bała, że straci swoją jedyną córkę.



Kilkanaście minut później z sali Oli wyszli lekarze i pielęgniarki, po ich minach było widać, że nie jest dobrze.
- Panie doktorze, czy...?- kobieta nie mogła wypowiedzieć tych słów. Na samą myśl jakby jakaś gula stanęła jej w gardle.
- Przykro mi, ale serce pani córki nie wytrzymało. Miała słaby organizm. Pańska córka...nie żyje... - w oczach kobiety pojawiło się jeszcze więcej łez. Nie umiała nic powiedzieć! Oparła się o ścianę, a później po niej zjechała. Była bezsilna. Nie tego się spodziewała. Nigdy nie przypuszczała, że pójdzie na pogrzeb własnego dziecka. Odpłynęła do całkiem innego świata.
- Mamo, czy to znaczy, że nigdy już nie zobaczę siostryczki?
- Tak...- Szepnęła i jeszcze bardziej się popłakała. Mały chłopczyk również nie wytrzymał emocji. Usiadł obok swojej mamy i przytulił się mocno. Oboje uświadomili sobie, że tak naprawdę stracili swój najcenniejszy skarb... Nie mogli dojść do siebie. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Myśli krążyły wokół jednej sytuacji.
Minęło kolejne kilka godzin, a oni nadal tam siedzieli. Ich oczy były całe czerwone. Dochodziła 7, gdy w szpitalu pojawił się Piotrek.
- Dzień dobry...czy coś się stało? - spytał niepewnie.
- Ola nie żyje... - powiedziała Pani Iwona.
- Że co k*rwa ?! - krzyknął i osunął się na ziemię.

* 2 dni później *
Dziś Agnieszka dowiedziała się o śmierci swojej przyjaciółki. Nie mogła dojść do siebie. To było straszne. Stracić osobę którą zna się od dzieciństwa!
Gdy w miarę doszła do siebie zadzwoniła do Maryli, koleżanki jej i Oli.
- Hejka! - usłyszała zadowolony głos Maryli. Jeszcze nie wiedziała co zaraz usłyszy.
- Hej... - powiedziała smutno.
- Jezu, Aga co jest?? - spytała zmartwiona.
- Ola... - łzy napłynęły jej do oczu. - Ona nie żyje. - rozpłakała się.
Maryla nie mogła dojść do siebie. Momentalnie z jej rąk wypadł telefon, rozpadając się na milion kawałków. Jej stan się pogorszył. Upadła na ziemię, tracąc przytomność...
Obudziła się pół godziny później na swoim łóżku, obok niej siedziała Emila, jej siostra.
- Jak się czujesz ?- spytała zmartwiona.
- Fatalnie. - przypomniała sobie o rozmowie z Agą, a do jej oczu napłynęły łzy.
- Co jest ?
- Ola...nie żyje. - Emilę zszokowało. Ola to była wspaniała dziewczyna. W tak młodym wieku odeszła z tego świata... Zrobiło jej się szkoda siostry, dlatego ją przytuliła.
- Mogłabyś mnie jutro zawieść na pogrzeb? Proszę. - spojrzała na siostrę swoimi błękitnymi oczami.
- Jasne, a teraz się prześpij. - Emila wyszła, a Maryla mimowolnie usnęła.

💔 Kolejny dzień 💔
Pogrzeb... Ostatnie pożegnanie... Trudny czas... Smutek... Ból... Rozpacz... Strach... Strach przed tym, co będzie dalej...

Patrząc na ciemność lub śmierć,

boimy się nieznanego - niczego więcej.


Dziś mała grupka ludzi zebrała się na cmentarzu, by pożegnać Olę. To bardzo wyjątkowa i bardzo smutna chwila. Obecna jest tylko najbliższa rodzina: rodzice, dziadkowie i Miłosz. Stoją przy trumnie, w której znajduje się ciało dziewczyny. Wspaniałej, niewinnej, bezbronnej dziewczyny. Kapłan kropi trumnę wodą. Następnie zostaje ona spuszczona w głęboki dół.

Najgorszy dźwięk na świecie, to odgłos,

gdy trumna z kimś bliskim

Powoli dotyka ziemi.

Dziadkowie zmarłej Oli odchodzą wraz z Miłoszem. Rodzice zostają sami. Stoją wtuleni w siebie. Zapada głęboka cisza... Łzy spływają po ich policzkach, ale już nikt nie krzyczy. Żegnają dziecko chwilą ciszy.

Aniołku, przyszedłeś na ziemię

tylko na chwilę, po to,

by na zawsze pozostać w naszych sercach.


Pojawia się jeszcze większy ból. Ból w sercach zapłakanych rodziców. Garstka ziemi pada na trumnę. Potem następna i następna. Powoli znika w głębi ziemi. Słychać krzyk pani Iwony. Jej mąż przytula ją mocno. Sam głośno płacze. Kilka lat temu przyszła na świat, a dziś muszą się z nią żegnać... Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?
Powoli odchodzą od grobu. Ostatnie spojrzenie i opuszczają cmentarz.