wtorek, 6 marca 2018

Wszystkiego Najlepszego ♡

Dwoje osób tak sobie ważnych, a jednak całkiem obcych poważnie się pokłóciło. Co się wydarzyło?? Wiedzą tylko oni.
- Pieprzony dupek. - krzyknęła.
- Szmata! - wrzasnął.
- No słucham powiedz co o mnie myślisz, będziesz miał na tyle odwagi?! - zapytała wyzywająco.
- Myślę, że jesteś brzydką, grubą i zapatrzoną w siebie egoistką, która czerpie przyjemność z ranienia innych. Wykorzystujesz każdego!
Zapadła cisza, można było usłyszeć jak łza dziewczyny uderza o podłogę.
- Twoja kolej! - ponownie krzyknął.
- Myślę, że jesteś najwspanialszą osobą na świecie... Przynajmniej w moim świecie. - wyszeptała.
Odwróciła się i odeszła zostawiając swój świat za sobą.
Jak najszybciej poszła pakować walizki. Nie chciała go znać po tym co jej powiedzieć. Człowiek, którego znała doskonale zmienił się nie do poznania. Łzy płynęły jej żwawo.
Gdy spakowała walizkę, weszła do przedpokoju, spojrzała na niego. Stał koło sofy ciągle na nią patrząc. W jego spojrzeniu zauważyła coś, co trudno było nazwać. To chyba było...zagubienie. Tak!  Na pewno zagubienie, ale jak po tym wszystkim co jej powiedział można być zagubionym!?
Odwróciła się napięcie. Już miała złapać za klamkę, gdy jednak ostatni raz chciała z nim pogadać. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
- Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. - podeszła do niego bardzo blisko. Tak, że czuł jej oddech na sobie. - Po co?  Po co to wszystko? Ta fałszywa nadzieja, obietnice, miłe słówka... No k*rwa po co?!  Chciałeś mnie zniszczyć do końca? Wiesz co...chyba ci się udało. - najszybciej jak mogła udała się do swojego domu. Nie chciała już znać go. Jego życia. Chciała o nim zapomnieć. Nie jest w stanie wybaczyć mu tego co zrobił.
W pewnym momencie nawet zatęskniła za tym wszystkim...

*Wspomnienia*
Siedziałam w biurze, kończąc wypisywać raporty. Miałam dość tego dnia. Marzyłam aby pójść do domu i wtulić się w blondyna, nic innego się nie liczyło. Nawet nie zauważyłam kiedy do pomieszczenia ktoś wszedł. Poczułam dopiero jego cudowne dłonie na moich plecach. Nic nie musiałam mówić. Wiedział, że jestem zmęczona i masaż mi pomoże. - Moja księżniczka za dużo pracuje. - mówił czule.
- Oj tam,  pracuje tak jak zawsze. - zaprzeczyłam. Wiedziałam, że będzie się droczyć. Uwielbiałam to.
- No to powiedz słońce kiedy ostatnio gdzieś razem wyszliśmy. - no i właśnie w tym momencie mnie znokautował. Nie powiedziałam nic tylko uśmiechnęłam się do niego czule i niewinnie. On rzekł.
- Nie rób takich maślanych oczek. Wiesz, że mam do nich słabość.
- Właśnie dlatego to robię. - uśmiechnęłam się szeroko i skradłam mu całusa. Chyba dla niego to było za mało. Złapał delitanie moje policzki i baaardzo namiętnie i długo pocałował.
- Zabieram cie już do domu słoneczko...

* Teraźniejszością *
Mimowolnie uśmiechnęła się przypominając sobie tego wspaniałego...mimo tego co jej zrobił, kochała go tak samo. Tylko nie może już z nim dalej żyć. To dla niej za trudno. Zależy jej ale już nie walczy, dlaczego? Bo już dawno przegrała tą walkę. Zmęczona, całym dniem usnęła na kanapie.


-Ola wybacz mi. Zrobiłem wielki błąd krzywdząc cię. Nie tak miało być...kocham cię. - spojrzał na nią, a ona?  Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Te spojrzenie..przypominało jej tak wiele wspaniałych wspomnień. Kochała go ale czy będzie potrafiła z nim żyć?
- Wybaczam ci. Kocham cię. - uśmiechnęła się czule do niego. Miało dojść do pocałunku gdy nagle...dziewczyna otworzyła oczy. Było jej bardzo smutno, że to był tylko sen. Spojrzała na zegarek, 4:50 w nocy. Nie zaśnie już. Poszła do kuchni, rozmyślała jak teraz będzie wyglądać ich praca. Pewne jest to, że na pewno nie będzie z nim sam na sam. Czuła by się nie swojo. Może uda im się odbudować relacje, te jeszcze sprzed ich związku. Bardzo jej na tym zależy. Ma stracić go tylko dlatego, że popełnił błąd?! O nie, nie, nie!!
Niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi " Co za debil o tej godzinie przychodzi w odwiedziny " pomyślała i poszła otworzyć. Zobaczyła kogoś z kwiatami. Po odsunięciu kwiatów zobaczyła jego...nie! To nie jest dobry moment aby on tu był. Ona dobrze wie jak to się skończy.
- Czego chcesz? - syknęła.
- Porozmawiać, na spokojnie. Wtedy targały mną emocje. Powiedziałem coś co nie powinien nigdy mówić.
- Jasne, jak zawsze musisz zwalać wszystko na coś.
- Możemy pogadać? - spytał z nadzieją w głosie.
- No wejdź- przesunęła sie, robiąc mu miejsce.
- No to słucham.
- Ja...nie będę się głupio tłumaczył, bo wiem, że to wszystko to moja wina. Ale...- złapał jej dłoń. O dziwo dziewczyna nie zabrała ręki tylko spojrzała mu w oczy. - ale zależy mi na tobie. Jeśli miałbym czekać nawet całe życie, to nie poddam się bo kocham cię. Nie można zrezygnować tak nagle z miłości twojego życia.


"Zatrzymaj się na chwilę, nad tym co w sercu kryjesz. Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl po co żyjesz?"


- Emm...ja nie jestem chyba jeszcze gotowa na to żeby ci wybaczyć. - podeszła do okna. Zawsze tak robiła gdy było jej smutno.
- Nie szkodzi, poczekam ile będzie trzeba.
- Nie, ty nie rozumiesz. To co mi zrobiłeś jest nie do wybaczenia - jej głos stał się pewny siebie. - Nie da się od tak o tym zapomnieć i żyć jakby nic się nie wydarzyło. Nie wybaczę ci. Chce aby nasze relacje były jak te jeszcze sprzed naszego związku- usiadła na przeciwko niego i spojrzała w jego błękit oczu.
- Jesteś tego pewna? - spytał, gdy już stracił nadzieję na wszystko.
- Nie jestem pewna. Ja po prostu nie umiem ci tego wybaczyć. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy zaczniemy od nowa ale to nie jest chyba dobry moment. Nie gniewaj się.
- Spoko, rozumiem cie. Zasłużyłem na to i nie tylko...lepiej już pójdę. Udanego życia... - odszedł ze spuszczoną głową. Czy ona tego chciała? Nie. Ale nie umiała mu na razie tego wybaczyć.

* W tym samym czasie u Piotrka*
Chłopak po rozmowie z dziewczyną kompletnie się załamał. Chciał o tym wszystkim zapomnieć. Nie czuć bólu. Wszedł do domu tylko na chwilę. Na stole zostawił coś, następnie wziął kluczyki i kask. Wsiadł na motor. Był to jego przyjaciel, który go nigdy nie opuści. Który zawsze go posłucha. Ruszył przed siebie.

" wznoszę ręce do góry krzycząc do ciebie Boże. Zabierz wszystkich do ciebie co giną na motorze.
Niech niebieskich autostrad nie braknie tam u góry. Kochamy naszą pasję chodź, ciągle giną tłumy. " 


* Kilka godzin później, 8:30*
Ola wzięła sobie wolne na dziś. Nie czuła się najlepiej. Bolał ją brzuch i było jej nie dobrze. Jednak to nie był jej problem. Od kilku godzin próbuję skontaktować się z Piotrem, jednak na marne. Czuła, że to co mu powiedziała było za ostre. Owszem, on powiedział też coś co nie powinien ale teraz to nie miało znaczenia.
Postanowiła pojechać do niego i z nim jeszcze raz porozmawiać.

20 minut później Ola była już pod drzwiami Piotra. Pukała i dzwoniła dobre kilka minut jednak bez skutku. To nie możliwe, żeby był w pracy bo ma urlop. Przypomniała sobie, że powinna gdzieś mieć klucze od jego mieszkania. Po znalezieniu kluczy i otworzeniu drzwi, weszła do środka.
- Piotr! - krzyknęła ale nikt jej nie odpowiedział. Przeszukała cały dom ale nie znalazła jego. Załamana usiadła przy stole w kuchni. Dopiero po chwili zauważyła białą kopertę z jej imieniem i nazwiskiem. Zaciekawiona zaczęła czytać.
"Olu, moja najdroższa! 
Być może są to ostatnie moja słowa skierowane do ciebie. Chciałaś żebym zniknął z twojego życia. Zrobię to. Chciałem ci tylko przekazać kilka słów. Byłaś, jesteś i będziesz dla mnie wszystkim. Kochałem cię ponad wszystko. Przepraszam cię z całego serca za tą zdradę i za te słowa, które skierowałem do ciebie. Żałuję, że to się wydarzyło. Cóż, może teraz będziesz szczęśliwa z kimś innym. Nasze drogi się rozeszły. Obiecuję ci, że mnie już nie spotkasz na swojej drodze. Mówią, że prawdziwa miłość jest jedna..ty nią byłaś. Niby nie wolno poddać się bez walki ale ja właśnie to robię. 
Nie szukaj mnie i nie dzwoń do mnie, nie znajdziesz mnie i nie usłyszysz mojego głosu przez telefon. 
To chyba tyle. 
Piotr"

Dziewczyna po przeczytaniu listu rozpłakała się. Nie wiedziała co teraz robić. Czuła, że straciła szanse na swoje jedyne szczęście. W pewnej chwili do głowy przyszedł jej jeszcze jeden pomysł. Szybko pobiegła do przedpokoju i otworzyła szafę, która tam stała. Zniknęła z tamtą pewna rzecz. Aby mieć pewność poszła jeszcze zajrzeć do szafki. Jej obawy się potwierdziły. Opadła na ziemię i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Pamięta jak powiedział jej, że używa motoru tylko w jednym przypadku. To właśnie był ten przypadek.
Podniosła się z ziemi i poszła do jego sypialni. Usiadła na łóżku i wzięła do ręki zdjęcie jej i jego, które stało na szafce nocnej. Wpatrywała się w to zdjęcie kilka, długich minut. Zrozumiała, że to co zrobił, zrobił to dla niej. Ona nie chce przyjąć do wiadomości, że go tu nie ma.
Po chwili przyszła jej wiadomość. Odczytała.
" Przyjdź do szpitala na Borowieckiej! Szybko!  Krzysiek"
Ola jak najprędzej wybiegła z jego domu i udała się do szpitala. Całą drogę zastanowiła się o co może chodzić. A jeśli on...jak sobie poradzi?!
Po niecałych 10 minutach była na miejscu. Od razu po przekroczeniu progu szpitala ujrzała Krzyśka. Ten do niej podszedł.
- Wszystko okej? - spytała, widząc, że z jej kolegą nie jest najlepiej.
- Usiądź, muszę ci coś powiedzieć. - usiedli na krzesełkach i odezwał się Krzysiek.
- Ja wiem, że to już nie twoja sprawa ale ja uważam, że powinnaś wiedzieć.
- Wiedzieć co?
- Piotr...- jego głos się urwał.
- Co z nim? - dziewczyna bardzo się przejęła.
- On miał wypadek na motorze.
- Żyje??
- Właśnie go ratują. Powiedział mi tylko, że mam ci przekazać, że cię bardzo kocha a potem...

Ola wybiegła ze szpitala. Bardzo się bała...bała się, że go straci. To co mu powiedziała...ona tego nie chce. Chciała, chce żeby było jak dawniej...
*Wspomnienia *
Szłam korytarzem komendy. Był to bardzo męczący dzień. Cóż, może Piotrek ma rację, że za dużo pracuje? Miałam na sobie krwisto czerwoną sukienkę. Nagle poczułam jego dłoń na sobie. Zaciągnął mnie do swojego gabinetu. Usiadł na krześle a mnie posadził sobie na kolana.
- Piotrek, przestań. Jesteśmy w pracy.
- No i co z tego.
- Należy...- nie dokończyłam.
- Tak wiem. Należy oddzielać życie prywatne od zawodowego. Co ja mogę poradzić na to, że nie mogę bez ciebie wytrzymać.
- Ja też bardzo za tobą tęsknie w pracy ale jakby nas ktoś zobaczył.
- Nie zobaczy. - pocałował mnie namiętnie.
- Zwariowałeś.- rzekłam i wstałam z jego kolan. On jednak znów mnie na nie posadził.
- Tak, zwariowałem ale na twoim punkcie. - chciał mnie znów pocałować, jednak ja odchyliłam głowę.
- Puść mnie. Mamy jeszcze cały wieczór. Ja już idę, później się zobaczymy. Pa kochanie. - musnąłam jego policzek. Jednak blondyn dalej mnie nie puścił.
- Piotrek, puść mnie.
- Nie, jesteś moja. Nie puszczę cię.
- Wariat.
- Przez ciebie taki jestem moja księżniczko.
- Nie jestem...
- Jesteś, jesteś. Wątpię, że gdzieś tam jest jeszcze taka wspaniała i kochana osoba jak ty.
- To pozwól, że teraz twoja "księżniczka" - zrobiła cudzysłów w powietrzu - pójdzie do domu.
- Nie ma mowy, jadę z tobą.
- Ale ty masz pracę. - Piotrek spojrzał na zegarek.
- Właśnie skończyłem. Ja idę się przebrać a ty tu zaczekaj. - dał jej całusa i wyszedł...


* Rzeczywistość*
Nie, nie może go stracić. Kocha go. Kocha go cholernie mocno. Nie wyobraża sobie życia bez niego. On musi żyć... Zrobi wszystko aby było jak dawniej. To prawda, była na niego strasznie zła ale pomimo tego bardzo go kocha i zrozumiała, że życie bez niego nie ma sensu.
Otarła zły i weszła do szpitala. W końcu nie może się poddać. Musi walczyć dla niego.
Poszła pod jego salę. Ujrzała go takiego bladego. Było do niego podłączone mnóstwo kabelków. Weszła do niego na sale chociaż wiedziała, że nie powinna. Usiadła na krześle obok niego i złapała go za dłoń. Ciarki jej przeszły.
- Kochanie, słoneczko, skarbie kocham cię, nie zostawiaj mnie samej. Jesteś potrzebny. Ja...przepraszam cię za to, że cię tak tamtej nocy potraktowałam. Zrozumiałam, że moje życie bez ciebie nie ma sensu. Wiem, że mnie słyszał. Walcz, proszę cię, walcz. Ja i wszyscy cię potrzebują... Kocham cię bardzo mocno słonko. - odeszła od niego. Miała szczęście, że lekarz jej nie widział. Usiadła na jednym z krzeseł. Nagle podszedł do niej Krzysiek. Położył jej dłoń na ramieniu i patrzył na nią smutnym wzrokiem.
- To moja wina. - szepnęła.
- Ola, co ty mówisz. To wina tego gościa co w niego wjechał. Ty nie byłaś niczemu winna. - objął ją ramieniem. Nie miał pojęcia co się wtedy między nimi wydarzyło.
- Właśnie, że moja!  Gdybym tak go wtedy nie potraktowała by nie wsiadł na ten cholerny motor! - schowała twarz w dłoń. Krzysiek nie wiedział co powiedzieć.
- Najważniejsze jest teraz to aby z tego wyszedł. - były to jedyny słowa adekwatne do sytuacji. Nie mógł jej obiecać, że wszystko będzie dobrze bo nie wiedział czy będzie.
Gdy tak rozmawiali, zobaczyli, że kilka pielęgniarek i lekarz wbiegają do sali Piotrka. Ola zaczęła jeszcze bardziej płakać. On musi żyć. Krzysiek ją przytulił. Po kilkunastu minutach lekarz wyszedł do Oli i Krzyśka.
- Doktorze, co z nim? - jako pierwsza odezwała się Ola.
- Pan Piotr się obudził. Jego stan jest stabilny. Myślę że za mniej więcej tydzień powinien wrócić do domu.
- Czy coś zagraża jego życiu?
- Nie. Aa bo bym zapomniał. Pan Piotr cały czas powtarza imię " Ola", jak mniemam to pani, także proszę do niego wejść. - powiedział odchodząc i uśmiechnął się do niej.
- Dziękuję. - dziewczyna uradowana wybiegła na jego salę. Przytuliła się mocno do niego.
- Udusisz mnie. - zażartował słabym ale wesołym głosem.
- Przepraszam. - odsunęła się od niego.
- Olcia, ja chciałem cię...- dziewczyna mu przerwała, kładąc palec na jego ustach.
- Cii nic nie mów skarbie. Musisz odpocząć. - pogłaskała jego policzek.
- Ale Ola...
- Wybaczam ci. Kocham cię bardzo mocno słonko. - pocałowała go namiętnie w usta.
- Ja ciebie też kocham skarbie.
Młodzi byli naprawdę bardzo szczęśliwi. Teraz mogłoby już być tylko lepiej.


To dla ciebie robaczku. Wszystkiego najlepszego ❤❤❤

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz