piątek, 12 stycznia 2018

Miniaturka ~♥~

***
Spacerowałam po parku. Była bardzo piękna pogoda. Był środek lata. Słońce zanikało za horyzontem, widok był piękny. Miałam na sobie różową sukienkę, do tego czarne baletki. Moja ciemne włosy opadły na ramiona. Mimo szczerych chęci nie mogłam...nie mogłam o nim zapomnieć. Wciąż tkwił mi w głowie. Ale przecież to już tak długo minęło jak go nie ma... Wyjechał,  bez pożegnania. Cóż życie toczy się dalej. Postanowiłam usiąść na ławce. Poczułam wibracje, a po chwili usłyszałam angielską piosenkę, która znakomicie opisywała moje życie. Wyjęłam swoje czarne urządzenie. Ukazało mi się zdjęcie mojej przyjaciółki, Nikoli. Odebrałam bez większego zastanowienia.
- No cześć kochana!- usłyszałam jej głos. Mimo, że gdy go słyszałam to zawsze poprawiał mi humor tym razem tak nie było.
- Hej - odpowiedziałam jej smętnie.
- Co jest?
- Nic, a co ma być?
- No proszę cię, znamy się kilka ładnych lat. Wiemy o sobie tak dużo. Nie powiesz mi, że nic nie jest. Chodzi o niego?
- Naprawdę, nic mi nie jest. To...tylko ból głowy. - próbowałam wcisnąć jej jakiś kit. Nie lubiłam tego, że ona musi słuchać moich narzekań.
- Mów albo tam przyjadę.
- Co chciałaś, że dzwonisz? - próbowałam zmienić temat.
- I tak to z ciebie wyciągnę. Chciałam cię wyciągnąć na imprezę o 21, co ty na to? Będzie jeszcze Aga, Ania,  Nikodem i Adam.
- Sorry, nie mam ochoty. - rozłączyłam się. Tak naprawdę bardzo miałam ochotę ale skoro będzie tam Adam... Po tym rozstaniu nie bardzo mam z nim ochotę się spotykać, pomimo, że jesteśmy przyjaciółmi... Jemu wydawało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale tak nie było, mniejsza z tym...
Kolejny raz usłyszałam tą melodię. Wyjęłam z torebki kolejny raz czarne urządzenie. Tym razem dzwoniła Agnieszka. Nie odebrałam, chodź źle się z tym czułam.

- Cześć, wiedziałem, że cię tu znajdę. - usłyszałam po kilku minutach głos... Zaraz... To niemożliwe!! On nie może tu być. Byłam zaskoczona, ale postanowiłam się ogarnąć. Przecież on to przeszłość.
- No cześć. - odpowiedziałam bez żadnych uczuć. To tylko kolega.
- Jak leci życie? - zadał pytanie, uśmiechać się i siadając obok mnie
- Jakoś musi, a tam? - wciąż nie byłam przekonana czy ta rozmowa ma jakiś sens.
- Zakończyłem pewne etapy w życiu i zaczynam nowy rozdział. - jego uśmiech stał się większy.
- To świetnie. Poznajesz nowy ludzi, szukasz tej jedynej. Gratulacje! - uśmiechnęłam się sztucznie.
- No właśnie... Zakochałem się w osobie, którą przed laty bardzo skrzywdziłem.
- I...?  Co ja mam z tym wspólnego?
- Nie wiem jak jej powiedzieć, że bardzo mi na niej zależy. - spojrzał mi w oczy, ale ja odwróciłam wzrok.
- Po prostu, zrób to.
- Myślisz, że to takie proste...
- Słuchaj, to jest proste. Gdy miałam 14 lat, zakochałam się w pewnym chłopaku. Każde spotkanie z nim było bardzo męczące. Niby minęło już 6 lat, a on wciąż tkwi w mojej głowie - zaśmiałam się. - Za wszelką cenę chciałam aby on o tym nie wiedział. Cóż, dowiedział się. Wtedy nasz kontakt zepsuł się całkowicie. Przestaliśmy całkiem rozmawiać. O uśmiechu już nie wspomnę. Jednak wiem, że było warto. Nie żałuję niczego.
- Yhm. - brunet spojrzał na mnie.
- Nie warto żałować czegoś co kochasz, wiesz dlaczego?
- Dlaczego?
- Bo wiesz, że to wszystko co masz. Więc, czego się boisz?
- No... emm... - plątał się.
- Odrzucenia, prawda?
- Tak, i tego śmiania się. - dotknęłam jego ramienia.
- A skąd wiesz, może ona też coś do ciebie czuję. Zawsze warto spróbować. - na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Dziękuję, nie wiem jak mogłem tak wyjechać bez pożegnania i cię zostawić. - jego oczy zrobiły się takie smutne. Miałam ochotę płakać. Jednak wiedziałam, że muszę być silna.
- To co było się nie odstanie. Miałam przyjaciół, rodzinę. - poczułam jego dłoń na mojej dłoni. Następnie poczułam jego oddech na sobie.
- Ślicznie wyglądasz. - szepnął mi do ucha. Poczułam jak się rumienie. Zaraz, co się ze mną dzieje?!
- Dziękuję.
- Proszę. - puścił mi oczko.
- To teraz leć i jej to powiedz.
- Jasne. Pa - lekko mnie przytulił i odszedł.
Schowałam twarz w dłoniach. Pozwoliłam, aby łzy popłynęły po moich policzkach. Bez niego nic nie ma sensu...
Nie minęła minuta a poczułam jak ktoś mnie przytula od tyłu.
- Kocham cię.
- Ej, miałeś to jej powiedzieć.
- Właśnie mówię. - nie wiedziałam co powiedzieć. Zaśmiałam się.
- Dobry żart. - poklepałam go po plecach. On spojrzał na mnie dziwnie. - No proszę cię, myślisz, że ja się nabiorę?
- Ale ja mówię naprawdę. - przybliżył się do mnie, jednak ja się odsunęłam. Spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Emil, obaj wiemy, że żartujesz. A teraz przepraszam, muszę iść. - odeszłam kawałek ale on mnie zatrzymał.
- Dlaczego mi nie wierzysz? Co ja takiego zrobiłem?! - zapytał ze smutkiem w oczach. Ja parsknęłam śmiechem.
- Pytasz się co?! Wyjechałeś gdy najbardziej cię potrzebowałam!!! I co teraz myślisz, że możesz tak po prostu wrócić, wejść w moje życie?!!
- Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?!
- Nic. - odwróciłam się, ale tylko na chwilę. - Albo jednak jest coś! Daj mi święty spokój. Wydaje ci się, że możesz mieć każdą.
- Ale kochałaś mnie.
- No właśnie... Kochałam. Jak się domyślasz to czas przeszły! Posłuchaj, mam przyjaciół, rodzinę. Ty... Nie jesteś mi potrzebny.
- Posłuchaj... - złapał mnie za dłoń.
- Nie. Nie jestem żadną zabawką, którą każdy może się bawić.
- Ale ja jestem inny!
- Każdy tak mówi. - roześmiałam się. Napięcie się odwróciłam. - Żegnam! - powiedziałam, a z mojego oka popłynęła samotna łza.
Tak bardzo chciałam się do niego przytulić. Poczuć bliskość bliskiej osoby. Ale przecież nie mogłam okazać słabości. Cholera jasna! Dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane?! Dlaczego nie mogę chodź na chwilę poczuć smak szczęścia. Pieprzona duma! Jakbym nie mogła mu delikatnie powiedzieć, że nie chce po raz kolejny poczuć tego bólu... Już nigdy nic nie poczuje...

***
Już od kilku dni nie mam kontaktu z Marylą. Tak jakby obraziła się na mnie za tą imprezę. Właściwie dziwnie zachowywała się już od kilku tygodni. Jednak nie chciała ze mną o tym rozmawiać. Widocznie chce pobyć sama. Może jednak powinnam do niej pójść. Ehh...niby jesteśmy przyjaciółkami, a zachowujemy się tak jakbyśmy byli sobie obce.
Zabrałam torebkę i wyszłam z domu. Zostawiłam jedynie Nikodemowi wiadomość, że wyszłam do Maryli.

20 minut później byłam już pod jej drzwiami. Pukałam, dzwoniłam i nic. W końcu przypomniałam sobie, że powinnam mieć gdzieś klucze do jej mieszkania.
- Cześć.- usłyszałam jakiś głos gdy otwierałam drzwi. - Widzę, że nie tylko ja martwię się o nią. - dodał.
- Hej. Od kilku dni nie daje znaku życia. A co jeśli... - nie umiałam tego powiedzieć. Ręce zaczęły mi się trząść. Emil widząc to postanowił otworzyć drzwi.
- Maryla! - krzyknęłam, gdy udało nam się otworzyć drzwi.
Odpowiedziała mi cisza. Emil poszedł sprawdzić do łazienki, a ja do sypialni. Gdy tylko tam weszłam krzyknęłam, tak, że po chwili obok mnie pojawił się chłopak, przez którego ona nie mogła spać kilka długich nocy.
- Maryla, błagam cię. - koło łóżka leżała moja przyjaciółka, a ja? Gdzie ja byłam gdy ona mnie potrzebowała?? No gdzie! Pobiegłam do niej i zaczęłam żwawo płakać. Ona musi żyć. Ta krew... Obawiałam się najgorszego. Chłopak, który stał koło mnie zadzwonił na 112 i odciągnął mnie od niej. Nie umiałam się opanować. Straciłam, kogoś, kogo naprawdę kochałam. Była dla mnie jak siostra. Bardzo się z nią zżyłam.
- Ona musi żyć. - w moich oczach pojawiło się więcej łez.
- Spokojnie, będzie żyć. - przytulił mnie, jednak sam chyba nie był do końca pewny co mówi.
Po chwili odsunął mnie od siebie i podszedł do niej... Sprawdził puls. Był ledwo wyczuwalny. Mój świat całkiem się zawalił!!

* Wspomnienia *
#Narrator#
Trójka dziewczyn siedziała na ławce przed szkołą i zajadała chipsy. Była to Paulina, Ania oraz Maryla. Chodziły do tej samej klasy. Można powiedzieć, że zaprzyjaźnili się.
- Co teraz mamy? - spytała Ania, sięgając do paczki z chipsami.
- Matmę. - wszystkie przewróciły oczami. Nauczyciel od tego przedmiotu jest strasznie wymagający. No i na dodatek był wicedyrektorem szkoły.
Maryla spojrzała w stronę wejścia do szkoły. Jednak szybko odwróciła wzrok. Zobaczyła jak w ich stronę zmierza jej dawna przyjaciółka. Była trochę na nią zła. Miały wczoraj pogadać, jednak dziewczyna nie przyszła do niej.
- Maryla. - głos zabrała Paulina. Ta na nią spojrzała. Pina kiwnęła głową, na znak, że ktoś do niech idzie. Maryla dobrze odczytała ten znak.
- Cześć - Nikola się przywitała. Maryla z Pauliną spojrzały na siebie.
- Cześć - Ania w końcu postanowiła jej odpowiedzieć.
- Sorry, że nie przyszłam wczoraj ale musiałam pani pomóc. - zwróciła się do Maryli.
- Spoko. - powiedziała, udając, że nie rusza ją to. Wzrok utkwiła w czarno-białych kamyczkach, które znajdowały się na terenie szkoły.
W końcu postanowiła z nią pogadać.
- No i co teraz? - spojrzała na nią, uśmiechając się lekko. W prawdzie powinny porozmawiać na osobności, ale zarazem Ania jak i Paulina doskonale wiedziały o ich problemach.
- Nie wiem. - Nikola wzruszyła ramionami.
- Wszystko zależy od ciebie.
- Nie. - obie dziewczyny spojrzał w swoje oczy.
- Więc...? - Maryla spojrzała w jej stronę. Nikola tylko wzruszyła ramionami.
Nagle usłyszały śmiech Pauliny.
- Byś pomogła a nie się śmiejesz. - Maryla zwróciła się do koleżanki z klasy.
- Co ja? To wasza sprawa.
- Jezu!  Pogódzcie się i tyle! - Ania chyba miała już dość tej sytuacji.
- To nie takie proste, nie? - Maryla zwróciła się w Nikoli stronę.
- No. - dziewczyny spojrzały na siebie, lekko się uśmiechając. W końcu po kilku sekundach, Nikola rozłożyła ręce, na znak zgody. Po chwili dziewczyny się przytulił. Ich przyjaźń znów zaczęła się na nowo. Miały nadzieję, że te ich słońce na długo zagości.

* Rzeczywistość *
***
Była to nasza pierwszs jak i ostatnia kłótnia. A teraz, mogę więcej nie usłyszeć jej głosu. Po kilku minutach przyjechała karetka i zabrała brunetkę do szpitala. Chciałam jechać z nimi, ale nie pozwolili mi. Emil, który nie był aż tak bardzo spanikowany zaproponował mi podwózkę.
Niewiele minut później, po przyjeździe karetki, my również ten dotarliśmy. Moją przyjaciółkę zabrali na blok operacyjny. Ja czekałam przed salą. Nie umiałam znaleźć sobie miejsca, chodziłam po całym korytarzu...
- Proszę. - brunet poddał mi kawę.
- Dzięki. - wzięłam kubek i upiłam trochę kawy,  potem zwróciłam się do chłopaka. - Dlaczego tu jesteś?
- Nie mogę jej zostawić. Jest dla mnie kimś więc niż przyjaciółką, jednak i tak z tego nic nie będzie.
- Dlaczego, spróbuj.
- Rozmawiałem z nią kilka dni temu. Nie chce ze mną być. Wyśmiała mnie...
- A odwracając się powiedziała "żegnaj" i zaczęła płakać, prawda?
- Tak. Znaczy powiedziała tak ale nie wiem czy płakała... Skąd wiesz?-  spojrzał na mnie. - Zawsze tak ma. Nawet wtedy gdy Adam z nią zerwał...
Naszą rozmowę przerwał lekarz. Stanął i patrzał na nas.
- Panie doktorze co z nią? - spytałam zdenerwowana.
- Pacjentka żyje. Jej rany nie były zbyt głębokie. Jednak nie jest do końca wszystko dobrze. Jej serce zatrzymało się i równie dobrze może się to powtórzyć. Musimy być przygotowani na najgorsze.- oznajmił nam a ja się całkiem załamałam. Jak to?! To mogą być jej ostatnie chwile!? Nie dopuszczę do tego!!
- Można do niej wejść? - lekarz zaprzeczył.
- Przykro mi. Przepraszam, muszą wracać do pacjentów.
Lekarz odszedł. Ja nie wiedziałam co mam robić. Udawać, że wszystko jest okej?  Przecież tak nie jest!
Z mojego oka wypłynęła łza...

***
~ Wizja ~
Szłam po mocno rozjaśnionym korytarzu. Domyśliłam sie, że to droga do nieba. Bardzo chciałam tam być. Na samą myśl o tym, że będę z moimi rodzicami, uśmiech wkradł się na moją buzię.
- Kochanie, nie rób tego! - usłyszałam głos mojej mamy.
- Mamo, dlaczego? Tak bardzo tęsknię za tobą, chce tu być.
- Nie możesz. Nikola cierpi. Nie możesz jej zostawić! Gdy ty odejdziesz ona się załamię. A razem z nią Emil.
- To co ja mam robić? - poczułam jak naprawdę rozmawiam z moją mamą.
- Wrócić i żyć dalej. Jesteś młodą, piękną dziewczyną kochanie. Kocham cię! - zaraz potem postać mojej mamy znikła. Co ja miałam teraz zrobić? Byłam już tak bardzo blisko tutaj, przy rodzicach...ale nie mogę zostawić Nikoli... No i Gosi. Wrócę...

***
Na salę Maryli wbiegli lekarze. Nie wiedziałam co się dzieje. Byłam załamana!  Poczułam jakby mój świat złamał się na pół. Wciąż płakałam...
Po kilkunastu minutach wyszedł lekarz, a zarazem chłopak przyjaciółki Maryli, która miałam na imię Gosia.
- Panie Eryku, co z nią? - spytałam z odrobiną nadziei w głosie.
- Maryla odzyskała przytomność ale jest bardzo słaba.
- A czy...moge do niej wejść? - zrobiłam "maślane oczka ".
- Proszę. - Eryk odszedł, uśmiechając się. Przez to całe zamieszanie nie zauważyłam nawet gdzie jest Emil.
- Nikola. - usłyszałam cichy głos Maryli, gdy weszłam na jej salę.
- Nie mów nic. Jestem tu! - dotknęłam jej dłoni.
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Za co?
- Chciałam cię zostawić, a nie powinnam tego robić.
- Nie myśl o tym. Już jest wszystko w porządku. Jesteś tutaj, więcej tego nie zrobisz, prawda? - ona odwróciła głowę. - Maryla, obiecaj mi!
- Nie mogę...- powiedziała.
- Możesz, a nawet musisz. Nie chce cie stracić.
- Czasami chciałabym być sama, nie mieć nikogo przy sobie.
- Dlaczego?
- Nie musiałabym nikogo ranić...
Naszą rozmowę przerwała Gosia.
- Maryla! - pisnęła i przytuliła się do brunetki. Postanowiłam zostawić ich same, jednak brunetka złapała mnie za dłoń.
- Zostań.
- Przyjdę za chwilę. - uśmiechnęłam się i odeszłam.

***
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytała się mnie Gosia, ale ja nie mogłam jej powiedzieć...
- Bo życie jest do bani...
- To przez tego Debila. Już ją z nim pogadam! - Gosia wyszła, nie zdążyłam jej zatrzymać. Tylko pytanie: Czy to przez niego?

***
Dostrzegłam na korytarzu ciemnowłosego bruneta. Podszedłem do niego.
- Posłuchaj  mnie uważnie, bo dwa razy powtarzać nie będę! Jeszcze raz ona trafi przez ciebie w to miejsce to obiecuję ci, że pożegnasz się z życiem!
- O co ci chodzi? - spytał jakby nigdy nic. - Nie chciała być ze mną.
- I ty się jej dziwisz?! Kto by chciał byś z takim debilem. Zraniłeś ją, a ja ci nigdy tego nie wybaczę! - walnęłam go z liścia i poszłam do Maryli. No sorry, ale nie pozwolę aby ktoś tak traktował moich przyjaciół. Po drodze spotkałam mojego chłopaka.
- Hej Kochanie, co ty taka wkurzona?
- Bo ten cały Emil w ogóle nie rozumie, że to przez niego. Nic go nie obchodzi.
- Nie żebym był po jego stronie ale siedzi tu od czasu kiedy tu przyjechała. Chyba musi coś do niej czuć. - spojrzałam na Eryka. Serio?! - Przepraszam kochanie ale muszę iść do pacjentów. Widzimy się w domu - na pożegnanie pocałował mnie w policzek.
Odruchowo spojrzałam za siebie. Emil był załamany. Cóż, należy mu się!
Weszłam na sale Maryli,  tam była już Nikola. W sumie to dobrze, że Maryla ma kogoś takiego jak ona. No i oczywiście może zarówno na mnie jak i Nikolę zawsze liczyć.

[...]
***
Od tego całego zdarzenia minęły 3 miesiące. Czuję się już dobrze. Zawsze mogę liczyć na Nikolę, Gosię i... Emila. Wyjaśniliśmy sobie kilka spraw i jak na razie jesteśmy przyjaciółmi. Co będzie dalej? Czas pokaże.
W tej chwili cieszę się każdym dniem, jakby miał być moim ostatnim. Przez te wydarzenia moje życie zupełnie się zmieniło. Już nie pamiętam co to smutek. Zaczęłam żyć na 100 procent!!  Wiem, że źle zrobiłam, chcąc zostawić Nikolę i innych. Owszem, tęsknię za rodzicami ale wiem, że czasu nie cofnę...
Dziś oczekuje narodzin mojej chrześnicy, córki Gosi i Eryka, Kasi, oraz na ich ślub.
Ahh no tak!  Oczekuje również ślubu Nikoli oraz Dawida. Dlaczego nie Nikodem? Rozstali się, powód jest mi nie znany. Jednak wiem, jak Nikola jest teraz szczęśliwa



Uff, w końcu skończona!
Oczywiście dedykuję ją  Nikoli oraz Gosi! L(*OεV*)E:-*
Nikola! Wiem, że trochę cię nastraszyłam ale mam nadzieję, że mi wybaczysz. Pamiętaj, że nigdy cię nie zostawię. Jesteś dla mnie jak...jak siostra! A siostry się nie zostawia! ♡♡
Kocham was wszystkich, a najbardziej ciebie... no i ciebie też!~♥~~♥~
Zapraszam do komentowania robaczki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz